Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘verhoeven’

Wyśmienity kicz

Nie będzie o nowym Tarantino, ale o czymś starszym. Rzecz tyczy się Verhoeven’a i jego Żołnierzy kosmosu. Nie wiem po raz który obejrzałem ten film, ale przy każdym seansie znajduje w nim coś nowego, co wcześniej umknęło mojej uwadze. To taki science-fiction flick pokryty lekkim kurzem, aczkolwiek co jakiś czas odświeżany i budujący wokół siebie otoczkę kultu. Nie znam równie fajnego dzieła. Nawet Terminator siada przy obrazie Verhoevena w kategoriach rozrywkowych.

starshiptroopers2

Starship Troopers to baaardzo dziwny miks, właściwie wszystkiego co da się wrzucić do scenariusza. Fabuła jest prosta jak linijka, nie zagłębia się w portrety psychologiczne bohaterów, nie kryje żadnych wartości i przesłań. A mimo to kino wojenne powinno zmuszać do refleksji. Nie tym razem. Troopersi tak naprawdę nie muszą udawać, że są czystą rozrywką. Bo nią są. Ale w przeciwieństwie do współczesnego stylu chaosu i ekranowej anarchii na bazie filmów Michaela Baya tu wszystkie składniki są ułożone inteligentnie i bez zbędnych ceregieli. To tak jak z gotowaniem zupy. Jest przepis, a przyprawy mają tylko podreperować jej smak pod gust smakosza.

Verhoeven nikogo nie oszczędza. Zrywa z tendencją dążenia do kompromisu i wali w oczy w pełni autorskim pomysłem. Bohaterowie (a jest ich sporo w całej historii) zostają rozrywani na strzępy. Jeden po drugim. Kończyny latają, ciała są przebijane przez robale, amunicji w magazynkach ubywa z każdą sekundą, a wojna trwa w najlepsze. Reżyser wiedział co robi, bo aktorów tak naprawdę na planie nie miał. Wszyscy są piękni i młodzi. Ale grać nie umieją. Dlatego giną. I to jest piękne.

starshiptroopers1

Od Żołnierzy Kosmosu zalatuje wręcz komiksowym sznytem. Coś w tym jest. Niektóre kadry wręcz proszą się o „chmurki” z dialogami i przypisem. Dodajmy do tego przerywniki z najświeższymi wiadomościami ze świata polane groteskowym sosem absurdu i luzu. Pełne pompatycznych treści wypowiedzi dowódców to kolejny dowód na to, że Verhoeven kręcił całość z przymrużeniem oka. Ale gdy przychodzi co do czego skóra cierpnie na widok egzekucji ludzi.

Ta jedna scena definiuje całość i staje się reklamą Starship Troopers. Lądowanie na Klendathu w rytm fenomenalnej muzyki ś.p. Basila Poledourisa. Pewność z jaką żołnierze wychodzą z transporterów jest tym bardziej przerażająca w kontekście finału sekwencji. Niemal 8 minut wyczuwalnego stylu Verhoevena. Chociaż nie, cały film jest iście verhoevenowy:

ocena45

P.S. Powstały również kolejne 2 części, jednak w opinii ludzi nie warto nawet na nie splunąć.

P.S.2 Efekty specjalne jak na 1997 rok wymiatają po dziś dzień. 2 lata później Lucas nakręcił Mroczne Widmo, które przy filmie Verhoeven’a wygląda co najwyżej średnio.

Reklamy

Read Full Post »

Paul Verhoeven to znany i ceniony reżyser. W dodatku Holender, a więc posiadający maniery typowego Europejczyka. Gdybym miał określić go jednym zdaniem- nie wahałbym się ani sekundę. Bezkompromisowy, zajebiście konsekwetny facet z jajami. Być może ten konserwatyzm i upartość spowodowały, że Paula w Hollywood nie za bardzo lubią, a przynajmniej nie chcą mu dać kasy na kolejne produkcje. Do czego zmierzam? Wczoraj przypadkiem trafiłem na emisję „Człowieka widmo” w reżyserii sami-wiecie-kogo. Ostatnią przygodę z tym tytułem miałem kilka lat temu (de facto Verhoeven nakręcił go w 2000 roku), a więc nie mogłem sobie odmówić szansy na małe rendez-vous.

hollowman1

Dlaczego ten film jest tak dobry i jednocześnie tak zły? To proste. Holender wziął jeden z najbardziej absurdalnych pomysłów i niespecjalnie go przemielił pod kątem logiki. Mit o niewidzialności to wciąż sfera science-fiction i widząc to reżyser postanowił nie ściemniać widzów. Wszystko jest na swoim miejscu, rozgrywa się tak samo, zgodnie z utartym schematem. Verhoeven oczywiście doszlifował scenariusz tu i tam, aby obraz różnił się trochę od „Niewidzialnego człowieka” z 1933 roku autorstwa Jamesa Whale’a. Akcja rozgrywa się w czasach obecnych, bohaterowie to typowe szczurki laboratoryjne bez kolorowego życia osobistego itd. Sam pomysł na źródło niewidzialności jest głupi i nosi znamiona bardziej komedii, niż thrillera. Facet wstrzykuje sobie błękitny płyn do żył i…znika. A żeby było zabawniej, aby odzyskać pierwotną postać stosuje płyn o kolorze czerwonym. No fuckin’ way! Prawie jak zabawa w piekło-niebo w zerówce.

Film niestety dosyć cierpi od bzdur i bzdurek. Tu i tam rozwesela, bawi. Czasem można pozgrzytać zębami od nadmiaru kretynizmu. Ale… „Człowiek widmo” to również ciekawe studium (może trochę na wyrost) zachowania człowieka obdarzonego niezwykłym darem. Główny bohater – Sebastian Caine – to cynik i pieprzony egoista. Gdy otrzymuje tzw. skilla:-) zrywa się z łańcucha i rozpoczyna krwawe żniwo. No właśnie, czy jego reakcja była jak najbardziej prawidłowa? Verhoeven ma doświadczenie w kręceniu filmów, które wyciągają ludzkie brudy na wierzch. Pamiętacie „Nagi instynkt” i manię Catherine Trammel w zabijaniu nowo poznanych mężczyzn? A ostre i seksowne „Showgirls”? Tak, to tytuły wyjęte z rękawa Verhoevena. Holender nie boi się ukazywać w swoich dziełach ludzkich decyzji. Sprzedaje dobry, autentyczny towar.

hollowman2

Caine, pierwsze co robi to wraca do mieszkania i podgląduje sąsiadkę. Zrzuca ciuchy (które upakowały jego niewidzialne ciało) i rusza do akcji. Bawi się z kobietą w chowanego, po czym rozpoczyna akt gwałtu. Nie żadne ratowanie świata przed zagładą, czy fruwanie w powietrzu. Po prostu gwałci ją. Czy postąpiłbym tak samo? Raczej nie. Nie jestem takim pokurwieńcem jak główny bohater, niemniej posiadając taki dar nie omieszkałbym się z niego skorzystać dla własnych korzyści. Zachowania Sebastiana może i są ekstremalne, ale motywacyjnie nie odbiegają od tego co zaplanowałbym, gdybym był niewidzialny. „Człowiek Widmo” w ostatnich 30 minutach serwuje nam prawdziwą rzeź, która połączona ze stylem Verhoevena jednocześnie bawi (jako rozrywka)  i szokuje. Nie jest to makabra na miarę gatunku „gore”, tylko zabójczo spójna idea rozpieprzonego umysłowo naukowca tuszującego ślady. Jest taka scena, kiedy widzimy Caine’a ubabranego krwią po bójce z asystentką. Widok to naprawdę niespotykany, dla którego warto obejrzeć dzieło Holendra.

Warto odnotować, że „Człowiek widmo” z budżetem 100 milionów dolarów, a posiadając kategorię wiekową R (dla dorosłych) zarobił prawie drugie tyle. A więc gadanie o tym, że letnie blockbustery dla dzieci to główne źródło zysków dla producentów można włożyć między bajki. Szkoda tylko, że uparty do granic Paul raczej nie może już liczyć na wsparcie Hollywood.

ocena35

Read Full Post »