Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘adrien’

Predators

Owiany złą sławą pierwotny scenariusz trzeciej części Predatora nie ułatwiał na pewno Rodriguezowi pracy. Przypomnę, że oryginalna historia rozgrywała się na planecie Predów, na której organizowano walki między porwanymi osobnikami pochodzenia ziemskiego. W naszpikowanym kretynizmami filmie swoją partię miał sam Gubernator Kalifornii, który ponownie wcielał się w dzielnego Dutcha. Okazało się jednak, że nikt w Hollywoodzie nie chce wydawać kasy na tak wieśniacki projekt, dlatego skrypt Rodrigueza wrzucono do szuflady. Po kilkunastu latach producenci doszli do wniosku, że warto dać temu pomysłowi jeszcze jedną szansę. Rodri wynajął dwóch ziomków, aby napisali scenariusz od nowa. Siebie zaś postawił na stołku producenckim, aczkolwiek kilka starych pomysłów zdołał przemycić. Tak o to powstało Predators.

Z przykrością muszę stwierdzić, że obraz Nimroda Antala jest kolejnym potwierdzeniem na to, że Rodriguez od uniwersum Predatora powinien trzymać się jak najdalej. Zawodzi tu niemal wszystko – od reżyserii po aktorstwo, a nawet efekty specjalne. Jakość tych ostatnich zresztą dziwi, bo niby mamy 2010 rok, a termowizja łowców w ujęciu duetu Antal-Rodriguez wygląda jak błyskawiczna obróbka w After Effects w wykonaniu zapalonego amatora. Predators nie posiada również tej słynnej testosteronowej siły przyciągania. W pierwszej części zanim Dutch ze spółką ganiali za przybyszem z kosmosu siekali gwatemalskich terrorystów aż miło, w międzyczasie gadając ze sobą jak twardziel z twardzielem, przy okazji ocierając pot spływający po bicepsie. U Antala zaś tru-męskich najemników i dialogów mamy jak na lekarstwo. Brody Arnoldem nie jest (ale charczy zawodowo jak Bale!), a w całą ekipę ciężko uwierzyć, że jest zbieraniną elitarnych zabójców. A na dokładkę otrzymujemy jeszcze strachliwego lekarza, który zna się na roślinach z innych zakątków galaktyki…

Predators byłby jeszcze znośnym produktem, gdyby prezentował sobą coś w miarę świeżego. Tymczasem połowa filmu to albo nawiązania do cyklu, albo kopiowanie całych scen z poprzednich części. Strzelanie do dżungli? Jest. Wysmarowanie ciała błotem? Jest. Kill me, I’m here! jest. Ruuunnnnnn!!! Jest. Obrotowe działko M134? Jest. Walka solo z Predem? Jest. Obserwacja terenu zza konara? Jest. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność pojedyncze elementy filmu, bo jest ich mnóstwo, a większość z nich wpływa na fabułę i rozwiązanie akcji. Ja się pytam, czy ktoś tu w ogóle silił się na oryginalność (a może inaczej – na rzetelność), czy zżynał po kolei jak leci z Predatora McTiernana? Czy może jest to jakiś remake, o którym nie wiem? Spieprzony finał jest tylko konsekwencją wcześniejszych zaniedbań w stosunku do i tak chamsko potraktowanej postaci drapieżcy. Jak się okazuje, wyjące jak wilkołaki Black Predatory są generalnie bardziej uber niż te zwykłe.

Tak powinien wyglądać ten film.

Nie widzieliście pierwszej części? Radzę szybko nadrobić zaległości. Jeżeli widzieliście jak Schwarzenegger rozprawiał się z oprawcą i jesteście ciekawi, jak robi to Adrien Brody to polecam obejrzeć (np. na DVD) klasyczne kino McTiernana jeszcze raz. Predators to nic innego jak nabijanie fana w butelkę. W sumie oczekiwałem syfu tego kalibru i cieszę się, że się nie zawiodłem.


P.S. w napisach końcowych gra fajna muzyczka, na pewno rozpoznacie co to za utwór 🙂

Read Full Post »