Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 17th, 2009

Rzadko trafia się film, który jest poprowadzony przez 120 minut z żelazną konsekwencją i pomysłem. Film, który szanuje własną historię i niesilący się na szukanie kompromisu. Ostatnim obrazem, o którym mógłbym tak napisać jest Aliens Camerona – arcydzieło kina akcji science-fiction. Przesiąknięty testosteronem wymiatacz mistrza nie posiadał drugiego dna, gdyż miał za zadanie dostarczyć wysokiej klasy rozrywkę dla nieco starszej gawiedzi. Po 23 latach od wydania Aliens miło mi poinformować, że do kin zawitała podobna perła. I choć Blomkamp nowym Cameronem jeszcze nie jest to ma wszelkie zadatki, aby przez następne dekady rozdawać karty w Hollywoodzie.

2009_district_9_018

Południowoafrykański reżyser przenosi widza do współczesnego Johannesburga, nad którym w wyniku braku paliwa od 20 lat stacjonuje ogromny statek kosmiczny. Jego pasażerowie – 1.8 miliona obcych przypominających krewetki – zamieszkują biedne dzielnice miasta i stanowią poważny problem dla tutejszych obywateli. Specjalnie powołana jednostka MNU ma za zadanie przesiedlić kosmitów do stworzonych obozów koncentracyjnych. To zadanie zostaje zlecone wybijającemu się urzędnikowi – Wikusowi van de Merwe.

Wikus jest produktem naszych czasów. Niepozorny karierowicz z ukrytym charakterem bydlaka i chama. Kiedy przychodzi co do czego nie mięknie i spala barak pełen jaj, z których wykluwają się obcy, a następnie opisuje dźwięk pękającej pod wpływem wysokiej temperatury skorupy. Wikus ma swoje sposoby na przekonanie krewetek, aby podpisały się pod nakazem eksmisji. Niemniej to właśnie jemu przyjdzie stanąć po obu stronach barykady w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Blomkamp nie owija w bawełnę. Tworzy prawdziwy, namacalny klimat wydarzeń. Reporterski styl z użyciem tradycyjnych ujęć oraz kamer ochrony i telewizji potęguje wrażenie realizmu – to może dziać się naprawdę! Na drugim biegunie mamy bardzo dobre efekty specjalne, które nie wybijają się na pierwszy plan, a pomagają w opowiadaniu historii. Forma jaką przybrał D9 jest niewątpliwie bardzo atrakcyjna dla widza i mimo 30 milionów dolarów budżetu tandety realizacyjnej na ekranie nie widać.

2009_district_9_014

Dystrykt 9 jest nieco innym kinem akcji. W odróżnieniu od takich Transformersów potrafi zagrać na ludzkich emocjach i zmienić pogląd widza na dany element fabuły. Największy twist dotyczy oczywiście Wikusa. Postać z początku wzbudzająca śmiech i wrogość, z czasem staje się bohaterem tragicznym, rozdartym między światem ludzi, a światem obcych. Podjęte decyzje wychodzą z sytuacji, których Wikus miał okazję zaznać. Oczywiście nie będę zdradzał niespodzianki (same zwiastuny też niewiele w tej kwestii mówią), ale zaznaczam, że kilka scen chwyta za serce, ale nie są to momenty rodem z Harlequina.

Blomkamp robi jednak wszystko, aby przerzucić tempo filmu na szybsze tory. Druga połowa to istna rozpierducha z fruwającymi kawałkami ludzi i krwią zabrudzającą obiektyw kamery. Finał zaś jest małym, technicznym majstersztykiem. Pada pytanie – czy aby czasem reżysera nie poniosło? Ja pomysł Blomkampa kupuję bez wahania, bo sam temat (pomijając formę realizacji) mógłby nadawać się na parodię, a nie na poważne kino science-fiction. Tymczasem autor wychodzi z opresji z tarczą, a na dodatek dostarcza kosmicznych wrażeń wizualnych.

Dystrykt 9 to z pewnością ważne wydarzenie w światku filmowym. Sukces za oceanem potwierdza, że ludzie są złaknieni hardkorowych rozwiązań, które kiedyś były normalką, a dziś stanowią przejaw szaleństwa. Blomkamp swoją szansę wykorzystał. Teoretycznie można zarzucić jego produkcji naprawdę sporo, ale odmówić jej polotu i finezji realizacyjnej już nie. O niepoprawności politycznej nie wspominając…

ocena45

Reklamy

Read Full Post »