W Czwartym stopniu reżyser z umiłowaniem robi widzów w wała. To solidnie wykonana bajka w duchu Archiwum X. Brakuje tu tylko nieustraszonego Foxa Muldera, próbującego dociec prawdy jak za starych, dobrych lat. Na pocieszenie zamiast agenta Duchownego mamy panią psycholog w osobie Milly Jovovich. Co prawda babka mnie nie jara swoją urodą, choć jak na modelkę to aktorką jest nawet niezłą. A przynajmniej nie widać u niej typowej dla wychudzonych szkap z paryskich wybiegów kamiennej twarzy. No ale ja tu o filmie chciałem pisać…
Pomysł na fabułę 4th Kind czerpie z niemal wszystkich przypowieści o UFO. Odizolowana wioska, dziwne zjawiska, tajemnice, potencjalne uprowadzenia - twórcy grają otwartymi kartami od początku. Dodam do tego charakterystyczną dla takich historii mistyczną otoczkę, która z całej gamy środków podobała mi się najbardziej. Większość cech istot pozaziemskich przelatuje w dialogach, konkretne opisy płyną wraz z wypowiadanymi słowami. Fajnie, że stać jeszcze kogoś na tak skromne szafowanie schematami. Należy jednak pamiętać, że Czwarty stopień jest bajdurzeniem na temat porwania przez UFO i żeby kupić tę dokumentalną konwencję należy całość wziąć w gruby nawias. Tak samo jak niby-prawdziwe nagrania z seansów hipnozy. Generalnie ten patent uważam za świetny, z małym zastrzeżeniem – wersja “jovovichova” głównej bohaterki trochę się gryzie z tą rzekomo prawdziwą.
Mógłbym napisać “nie idź na nową część Zmierzchu“, ale trzeba otwarcie przyznać, że Czwarty Stopień wchodzi do kin jako typowy zapełniacz repertuaru. Batalię z emowampirami ten obraz na pewno przegra, co nie znaczy, że nie warto się nim zainteresować później. Ten kto ceni sobie sprawnie poprowadzone historie o ufoludkach i jest fanem Archiwum X ten wyjdzie z sali zadowolony.



Chciałem wybrać się na ten film do momentu gdy wyszło na jaw, że ten cały materiał oparty na faktach, pokazywany w filmie to bujda na resorach, spreparowana przez wytwórnię na potrzeby filmu. Nie cierpię takiego udawania…