Nigdy nie sądziłem, że przygody faceta w konserwie mogą być tak fajne. Iron Man był jednym z najlepszych blockbusterów ostatnich lat, zrobionym z głową i sercem filmem na podstawie komiksu Marvela. Ten obraz wypromował również Roberta Downeya jr do rangi najsympatyczniejszego aktora Hollywood. Czas biegnie jednak nieubłaganie, a kasa w worku producentów topnieje z każdym dniem, więc decyzja o nakręceniu sequela wydawała się kwestią następnych miesięcy. I o to w kinach pojawił się Iron Man 2.
W życiu Tony’ego Starka zmieniło się niewiele. To wciąż ten sam zabawny drań i gbur niepotrafiący ułożyć sobie życia osobistego. Sytuacja komplikuje się tym bardziej, iż rząd amerykański domaga się od niego przekazania nowoczesnej zbroi na rzecz operacji militarnych. Obok Starka wyrasta ponadto konkurencja w osobie producenta broni Justina Hammera i fizyka Ivana Vanko, który zamierza zemścić się na bohaterze za rodzinne grzechy. Do firmy zatrudniona zostaje również nowa asystentka Natalie Rushman, która robi na Starku pozytywne wrażenie…wizualne.
Twórcy wzięli sobie do serca podręcznikowe zasady tworzenia kontynuacji i nakręcili typowy, letni film akcji naszpikowany humorem, efektami specjalnymi i muzyką zespołu AC/DC. Scenariusz Iron Mana 2 to zlepek pojedynczych schematów wzbogaconych komizmem, miejscami wręcz przytłaczającym resztę treści. Co za dużo to nie zdrowo – ekranowe dowcipy w nadmiernej ilości wypierają lub wypaczają wiele ważnych komiksowych wątków np. rzekomy alkoholizm głównego bohatera. Wygląda to tak, jakby reżyser sam nie wiedział o czym chce dokładnie opowiedzieć widzom. W rezultacie dawkuje wszystko w znikomych porcjach, tasuje na zamówienie fanów kolejnymi postaciami z uniwersum Marvela (projekt “Avengers” coraz bliżej…), a na koniec funduje sporą rozpierduchę z rozczarowującym finałem.
Iron Mana 2 ogląda się całkiem sympatycznie, choć potencjał kryjący się w postaci Starka pozwoliłby na zrobienie prawdopodobnie najlepszego filmu o superbohaterze. Druga część nosi w sobie znamiona typowej, chłodnej kalkulacji. Każdy dolar musi się przecież zgadzać. A ograniczanie talentu Downeya jr, Mickeya Rourke’a czy Sama Rockwella kończy się tym, czym jest właśnie Iron Man 2 – zabawnym kinem wakacyjnym na jeden raz.



