Drugi seans z dziełem braci Coen utwierdził mnie w przekonaniu, że pierwsza dekada XXI wieku doczekała się wreszcie godnego przedstawiciela tego okresu. Jeżeli z latami 80. kojarzymy ciężkie, futurystyczne obrazy pokroju Terminatora, z latami 90. Szmatrixa, tak w ostatnich 10 latach tylko jeden film postarał się o dokładną definicję naszych czasów. To nie jest kraj dla starych ludzi jest alegoryczny aż do przesady tzn. interpretacja od tylko jednej strony byłaby dla niego bardzo krzywdząca. Różnorodność motywów i gatunków oraz ich wzajemne przenikanie, mieszanie i poplątanie potwierdza kunszt reżyserski autorów Fargo i Big Lebowskiego.
W NCFOM pozytywnie rozwala dystans z jakim przedstawiona jest historia. Coenowie osadzają bohaterów gdzieś na pustkowiu, nieopodal meksykańskiej granicy i budują bardzo poważną intrygę nie zapominając jednocześnie o poluzowaniu sznurków w niektórych scenach. Zauważalne jest to zwłaszcza w wielu wybitnie dramatycznych, tudzież sensacyjnych wstawkach np. odbiorze walizki przez Mossa w obecności denata czy też pojedynku z psem. W normalnej komedii takie zgrywy miałyby rację bytu, u Coenów natomiast pełnią rolę ważniejszą – komentują absurdalność świata w jakim znaleźli się bohaterowie.
Wybór scenerii jest również oczywisty – reżyserzy podsuwają wskazówkę odnośnie kondycji światowego mocarstwa. Z jednej stroni normalni obywatele żyjący minimalnie przed marginesem, z drugiej sucha, pozbawiona walorów, wyjałowiona ziemia. W 2007 roku bracia wysłali w świat “mesydż”. Przepowiednia okazała się prawdziwa – kraj tonie dzisiaj w długach i z tego bagna wydostać się nie może. Ale szczyt coenowskiej groteski NCFOM osiąga w każdej scenie z Antonem Chigurhem. To postać wyjęta z innej rzeczywistości, nie pasująca do kowbojskiego, spalonego słońcem pejzażu El Paso. Chłodny, wyrafinowany morderca o głupkowatej fryzurze przybywa do miasteczka po konkretną rzecz. Swoje cele zabija w niecodzienny sposób – pistoletem do uboju bydła. To również ciekawy element filmu. Zwykły gnat w łapie Antona nie robiłby większego wrażenia, za to sprężarka… Zresztą, cały film jest oparty na grze detalem. Dlatego tak wyśmienicie chwyta się te wszystkie tropy.
To nie jest kraj dla starych ludzi jest jednym z niewielu obrazów, do których nie mam żadnych zastrzeżeń. To dzieło kompletne, przebogate w warstwie wizualnej, perfekcyjnie zagrane i wyreżyserowane. Coenowie biorąc się za sfilmowanie powieści Cormacka Mccarthy’ego wprowadzili od groma własnych pomysłów pozostawiając jednak szkielet fabularny nietknięty. Dzięki temu mamy dziś okazję obejrzeć piekielnie wciągającą historię ucieczki przed przeznaczeniem, gloryfikację przemocy, a przede wszystkim krytykę prawa i porządku. Pełne 5 gwiazdek, podparte 4 Oskarami – bez cienia wątpliwości.




Zgadzam się z autorem w 100%, film jest genialny, wciągający, interesujący oraz niezwykle dobrze odegrany, perfekcja 10/10