Roman to ma problemy. Amerykańskie urzędasy nie dają mu spokoju, zakładają kajdany, każą siedzieć w domu i czekać na ekstradycję. Ja tam nie wiem czy Polański jest winny czy nie, wolę oglądać jego filmy. Osądzi go Bóg lub Jankesi, jeżeli zdążą. Młodym chłopcem nie jest, ale odpukać – trzyma się nieźle jak na swój wiek. Jego ostatni film - Ghost Writer – zdobył na Berlinare niemały rozgłos, ba, nasz rodak otrzymał (rzecz jasna na odległość) statuetkę za najlepszą reżyserię. Z takim bagażem niusów wybrałem się na seans i oczekiwałem wysokiej klasy filmidła.
Główny bohater filmu tzw. ghostwriter to pisarz, który za kasę sprzedaje prawa do swojego materiału. Postaci granej przez Ewana McGregora nadarza się znakomita okazja spisania wspomnień byłego premiera Wielkiej Brytanii Adama Langa. Sowite wynagrodzenie wydaje się wystarczającym magnesem. Ale problem rodzi się już na starcie – poprzednik został znaleziony martwy na plaży, a poszlaki niekonieczne sugerują samobójstwo… Polański oparł fabułę filmu na bestsellerze autorstwa Roberta Harrisa. Książki nie czytałem, więc nie wiem jak mocno obraz trzyma się względem oryginału, aczkolwiek podstawa do zawiązania intrygi jest silna i trzyma się na klasycznych fundamentach. Klasycznych tak bardzo, że reżyser stara się wzbogacić historię dość sporą dawką ironii i współczesnych problemów, często dotyczących jego osoby.
Z powyższego wynika pierwszy problem Autora widmo – przez żonglowanie konwencjami niezwykle trudno utrzymać powagę całości. Niektóre gagi, mimo, że kierują widza w meandry sprawy sprawiają wrażenie nieprzemyślanych (zwłaszcza scena z GPS-em w samochodzie). Średnio trafionym pomysłem jest zrobienie z ghostwritera życiowej niedorajdy i frajera, który ni stąd ni zowąd postanawia przespać się ze średnio atrakcyjną żoną premiera (skoro już jesteśmy przy kobietach to Kim Cattrall wygląda jakby urwała się z kolejnego Austina Powersa). W jednej scenie facet ma wyraźnie problemy z jazdą na rowerze, by w następnej uciekać przed prześladowcami niczym mistrz le parkour. Moim zdaniem trochę tego za dużo. Pal licho, żeby jeszcze początek był naszpikowany humorem. Ale kiedy w środku historii rozgrywają się takie numery, zaczynam się niepokoić. To w końcu polityczny thriller.
Polański wykreował kilku wyrazistych bohaterów, między którymi toczy się gra przepełniona niedopowiedzeniami i nieufnością. Obok tytułowego pisarza jest charyzmatyczna para, blond-sekretarka oraz grupa postaci drugo i trzecioplanowych. Każdy ma w sobie ogromne pokłady energii i ekranowej werwy. I trochę szkoda, że film wydaje się miejscami przegadany i wyprany z emocji. Niektóre gadki prowadzą donikąd, mógłbym przysnąć na 30 minut a i tak wiedziałbym kto z kim, jak, dlaczego i gdzie. Po prostu pewne fakty są tu przerabiane nawet po kilka razy. Są momenty kiedy Roman wspina się na wyżyny swojego rzemiosła, buduje niesamowite napięcie, potrafi przyłożyć soczystym dialogiem by za chwilę paść na ryj i wyłożyć się nawet na najprostszych rzeczach. Przykładowo, dlaczego agenci CIA tak łatwo dali się wymanewrować zwykłemu pisarzowi? Takie coś mógłby zrobić Bay, Emmerich, Boll, ale kurna Polański?
Na szczęście Autor widmo wraca na właściwe tory w ostatnich 20 minutach. Polański z matematyczną precyzją buduje emocjonalną bombę. Właśnie wtedy intryga rozkręca się na dobre, czuć osaczenie oraz społeczny terror, a bohaterowie dają fabule niesamowitego kopa. Gdyby cały film był tak konsekwentnie zbudowany prawdopodobnie zobaczylibyście pod spodem 5 gwiazdek. Niestety do czasu rozwiązania tajemnicy należy się nieco przemęczyć, posiorbać colę z kubka, ewentualnie podziwiać świetne zdjęcia autorstwa Pawła Edelmana. Gdzieś tam w tle odbija się echo Chinatown i Frantic, ale tylko odbija i uchodzi jak powietrze z dętki. Klasyczny, aczkolwiek bardzo nierówny thriller – po Polańskim spodziewałem się więcej.




swietny film, znaczne lepszy od przecietnego state of play z ubieglego roku