Mimo, że nie zostałem zwalony z nóg i pozostawiony z opadniętą szczęką to i tak darzę Terry’ego Gilliama ogromnym szacunkiem, a jego najnowszy film polecam. Były członek ekipy Monty Pythona zmagał się przy produkcji Parnassusa z rozmaitymi kłopotami, w tym śmiercią Heatha Ledgera, która wymusiła zmiany w scenariuszu. Na całe szczęście projekt został uratowany (a był bliski kasacji) i nawet ma on ręce oraz nogi. Godnie wieńczy karierę nieżyjącej gwiazdy Mrocznego rycerza i udowadnia, że Ledger miał niezwykły talent, który wymagał jedynie wolności twórczej.
Parnassusowy epizod Ledgera należy więc zapisać po stronie zalet obrazu Gilliama, bo Tony w jego wykonaniu to delikatnie zagubiony dżentelmen-krętacz z niezwykłym wdziękiem. A co ciekawe, pierwsza scena ze zmarłym aktorem przedstawia go wiszącego na szubienicy. Może i niezbyt to taktowne, aczkolwiek udowadnia, że reżysera nie obowiązują sztucznie nakreślone granice moralności. Robi po prostu swoje. Postać Tony’ego z początku jest chaotyczna i roztrzepana, potem powoli i mozolnie dochodzi do ładu, aż wreszcie zdobywa sympatię widza. To on wstępuje do abstrakcyjnej trupy artystycznej Parnassusa objeżdżającej Londyn, to on zachęca ludzi do oglądania dziwacznych spektakli. Wreszcie to Tony staję się ważnym elementem w zawartym przez Parnassusa pakcie z diabłem.
Pomijając walory fabularne natkniemy się tu na starego, poczciwego Gilliama. Pythonowski humor, filozofia życiowa, a nawet typowe dla niego eksperymenty mieszania archaizmów ze współczesnością wywołują może nie salwy śmiechu, ale delikatny uśmiech. Terry przedstawia rzeczywistość bardzo przewrotnie, z odwagą ukazuje nasze instynkty i marzenia. Stawiane na scenie lustro pełni funkcję wrót do głowy doktora i jego fantazji. Tylko, że bilet do świata wyobraźni starszyzny nie uwzględnia sprzedania duszy. Dlatego wszyscy kończą jako szczęśliwi ludzie – wychodzą z tej ułudy bez poczucia sumienia.
Imaginarium of doctor Parnassus jest powrotem Gilliama do formy i jego artystycznych kaprysów. To film dziwny i przeznaczony dla wąskiego grona odbiorców, jednocześnie bardzo atrakcyjny wizualnie i aktorsko (zastępcy Ledgera wypadają solidnie). Z pewnością będzie polem do różnych analiz, gdyż nie sposób pojąć niektórych pomysłów za pierwszym razem. A tym, którzy uważają, że wiedzą o Parnassusie wszystko gratuluję – jesteście lepsi od samego reżysera.

P.S. W końcówce filmu Gilliam składa Ledgerowi mały hołd. Super sprawa.



Wybieram się we wtorek na ten film. Oczekiwań nie mam zbyt wygórowanych, więc może mi się spodoba. Te 3,5 gwiazdki wygląda całkiem nieźle.