Bardzo lubię filmową zemstę. Niby nic nowego nie da się z tej materii wycisnąć, ale każdy przypadek samotnej jednostki stawiającej opór grupie zdewaluowanych społecznie maliniaków spotyka się u mnie z wielką aprobatą. Jeszcze lepiej gdy za temat biorą się Europejczycy, którzy potrafią wstrzyknąć w skostniałą fabułę potężną dawkę energii. Tak było m.in. w wyprodukowanym za francuskie pieniądze Taken. Do grona kozackich mścicieli można więc śmiało dopisać brytyjskiego Harry’ego Browna.
Michael Caine to jeden z tych aktorów, których darzę szacunkiem i sympatią. Facet jest kameleonem, zagrał w swoim życiu już wszystko i sprawdził się w poszczególnych rolach co najmniej przyzwoicie. Dlatego jego kreację w Harry Brown przyjąłem z otwartymi ramionami i uśmiechem na twarzy. Oto bowiem starszy pan o dżentelmeńskich czynach i kulturalnym zachowaniu staje w szranki z grupą młodocianych bandytów. Zemsta w głównym bohaterze narasta stopniowo, poprzez nieprzyjemny widok z okna, śmierć żony, a w decydującym punkcie eksploduje w wyniku mordu jego bliskiego przyjaciela. Czyny pana Browna są więc solidnie umotywowane, podobnie jak jego umiejętności – to były komandos wojsk w Irlandii Północnej.
To czym mnie ujął Harry Brown to przede wszystkim realistycznie zakrojony obraz obecnej sytuacji na wyspach. A bądźmy szczerzy – napływ emigrantów do kraju funta i królowej (nie chodzi tylko o Polaków) powoduje coraz więcej patologii. Ci, którzy nie zasmakowali sukcesu sprzedają się tanio, popadają w alkoholizm, żyją w biednych dzielnicach i wpadają w nieciekawe towarzystwo. W takim środowisku odnajduje się główny bohater. Podwórko przesiąknięte jest smrodem i chłodem, spacery młodych par kończą się kopniakiem w brzuch, a wypad matki z dzieckiem jeszcze gorzej. Typowe angielskie osiedle, pełne ćpunów i dziwek. W momencie kiedy pewna granica zostaje przekroczona Harry łamie również swoje zasady. Tylko, że jest jeden problem – nie jest on niezniszczalny, ba, chwile słabości przytrafiają mu się nader często. I dlatego jest to postać maksymalnie wiarygodna. Nawet w kontekście motywu “starszy pan vs młodociany gang”.
Harry Brown to nic nowego w świecie filmu. To dobrze wyreżyserowany i nakręcony schemat, który jednak kupuję, bo nie wciska kitu i nie powoduje odruchów wymiotnych po 20 minutach seansu. Brytyjskie kino po raz kolejny wypuszcza obraz nie tyle niewygodny, co nawet przerażający. Nie sposób przejść obok niego obojętnie, a to jak ocenić ukazaną tam rzeczywistość pozostawiam Wam.




Będzie u nas czy dystrybutorzy znów oleją?
Niestety informacji o dystrybucji brak. Aczkolwiek jest nadzieja. Brytyjskie kino jest u nas dość lubiane. Skoro Eden Lake dali to i pewnie starzejącego się Caine’a też wcisną gdzieś na wiosnę.
T_T