Wartość słowa “horror” upada coraz niżej, podobnie jak znaczenie “kultowości”, które w obecnym kinie pojawia się przy co drugim filmie. Na nieszczęście oba terminy rezerwowane są dla Paranormal Activity – obrazu, który z miejsca stał się hitem i jednym z najbardziej przerażających dreszczowców w historii. Bla, bla, bla. Zaraz obalę tę teorię, aczkolwiek dodam od siebie, że gdyby nie zrobiono z tego komercyjnego widowiska dla ubogich pochwaliłbym nawet twórców za realizacyjną sprawność i wykonanie.
Paranormal Activity dowodzi niezbicie jednego – amatorskie, spontaniczne produkcje rozciągnięte w czasie projekcji tracą na walorach. To jedna z głównych wad omawianego horrorku. Raz, że fabuła rozkręca się bite 30 minut, a dwa, że w końcówce zabrakło ewidentnie pomysłów godnie zwieńczających trudny żywot bohaterów w nawiedzonym domu. Kolejnym elementem, którego nie kupiłem są wszechobecne klisze – reżyser nawet nie silił się, aby akcję choć częściowo przenieść w inne rejony domu na dłużej. Wygląda to mniej więcej tak – parka leży sobie w łóżku, do sypialni wpada niewidzialny demon, zaczyna rozrabiać, następnie ucieka. Chłopak z dziewczyną zaczynają z przerażeniem łazić pod domu w poszukiwaniu stręczyciela. Po kilkuminutowym spacerze i stwierdzeniu “ok, niczego tu nie ma” wracają do łoża i zaczynają się pocieszać. I tak w kółko Macieju… Co ja bym zrobił? Napiszę co bym zrobił – zadzwonił po pierwszej nieciekawej nocy do specjalisty do którego dostałem numer telefonu kilkanaście godzin wcześniej od innego specjalisty. No ale wtedy nie byłoby Paranormal Activity
Sceny straszenia w filmie Orena Peli skupiają się na tym co słychać, a czego do końca nie widać w ciemnym pomieszczeniu. Zabieg choć banalny i w sumie wymuszony skromnym budżetem, jest w tym przypadku słuszny i miejscami nieźle rozwiązany. Niestety tylko miejscami. Choć realizacyjnie całość się jako tako broni to do sfery rozrywkowej wkradło się za dużo nudy, monotonii i lekkiego fałszu, bo śmiało mogę stwierdzić, że 95% motywów jest tak oklepanych, że bardziej już być nie może.
Z pewnością moje podejście do PA nie jest do końca właściwie. Bo ile można oczekiwać od filmu, który powstał dzięki dobrej chęci sąsiadów i Policji? Uważam jednak, że ów horror zrobiłby większą furorę jako materiał bootlegowy umieszczony w necie, za darmo, skrócony do 40-45 minut i bez durnego loga Paramount w czołówce. Strach się bać co jeszcze korporacyjna machina wielkich dystrybutorów wymyśli. Bo z wychwalaniem pod niebiosa Paranormal Activity to jednak ktoś zdrowo przesadził.

