Gdyby przyszło mi ustalić listę 10 najfajniejszych (nie najlepszych!) produkcji klasy B bez zawahania umieściłbym na niej Ucieczkę z Nowego Jorku. I to zapewne w górnej połówce. John Carpenter nakręcił w 1981 roku film, który poza kilkoma scenami zupełnie się nie starzeje. Ba, wciąż wydaje się aktualny i stanowi realną przepowiednię dotyczącą szerzącej się w USA przestępczości. Pech chciał, że Carpenter ustalił feralną datę na rok 1988. Właśnie wtedy o blisko 400% wrasta liczba zbrodni, a Manhattan staje się największym na świecie więzieniem otoczonym murem. W 1997 roku sytuacja wydaje się wymykać spod kontroli.

O tym, że Carpenter nie igra z widzem obserwujemy już w pierwszej scenie, w której niesubordynowani więźniowie próbujący uciec łodzią zostają rozstrzelani. Ten moment ustawia cały klimat seansu, albowiem reżyserowi za skromne 5 milionów dolarów udało się aurę zdezelowania i pesymizmu utrzymać do samego końca. Tu nic nie jest ładne i zachęcające do odwiedzin. Ulice capią stęchlizną, złom i syf są na porządku dziennym. Na ścianach widnieją rysunki o tematyce anarchistycznej, a po zaułkach szwendają się typy spod ciemnej gwiazdy, dla których jedynymi wyznacznikami bogactwa są benzyna i kobiety.
Do zepsutego świata Nowego Jorku wkracza Snake Plissken – skazany za rabunek weteran, doświadczony w walce, wielokrotnie odznaczany. Plissken jest symbolem żołnierza powracającego z wojny. Dla niego otoczenie stało się jeszcze bardziej gówniane niż Manhattan. Kiedy otrzymuje propozycję odbicia z więzienia prezydenta Stanów Zjednoczonych, przystaje na nią bez jakiegokolwiek uśmiechu czy wyrażenia podziękowania. On ma to w dupie, bo czuje się najemnikiem, który ponadto ma związane ręce i może zrobić tylko to co nakazuje przełożony. Snake wtapia się w środowisko więzienne nie bez kłopotów, aczkolwiek twardo podąża śladem i sukcesywnie zdobywa nowe poszlaki. Spotyka tu zresztą starych znajomych, ale czy można im zaufać? Tu? Na Manhattanie, który stał się oazą negatywnej energii?

Przy tworzeniu filmu Carpenter wykazał się tą samą umiejętnością co inni wielcy reżyserzy na początku kariery. Większość ujęć nocnych zdobyto metodą partyzancką, gdyż w miejscach zdjęć mieszkali normalni obywatele. Ekipa realizacyjna miała jednak to szczęście, że Saint Louis (Nowy Jork okazał się za drogi) nawiedziła seria pożarów i scenografię mieli na wyciągnięcie ręki. Równie ciekawie poradzono sobie z sekwencją kamery komputerowej. Otóż budżet Ucieczki z Nowego Jorku był już na wyczerpaniu, a Carpenter chciał koniecznie wpleść w historię motyw trójwymiarowego obrazu miasta. Spece od efektów pokryli czarne prześcieradło jasną, fluoroscencyjną farbą, a operator po prostu przejechał nad nim kamerą.
Postać Snake’a jest tak nieprzyzwoicie fajna, że aż żal, że nie powstała z nim większa liczba kulturalnych pozycji. Niby Hideo Kojima chwali się, że to właśnie Plissken stanowił inspirację do stworzenia Solid Snake’a z Metal Gear Solid, ale jest to zdecydowanie za mało. Mimo wszystko warto sobie odświeżyć przygody bohatera granego przez Kurta Russela, bo to idealny przykład herosa-antyherosa. Omijajcie jednak szerokim łukiem słabą Ucieczkę z Los Angeles. New York only!
