Do niektórych komedii, szczególnie z lat 80. wracam systematycznie. Raz, że kręcono jest w złotym okresie niepoprawnego kina. Dwa, że nie były głupie, a przynajmniej nie opierały się o wyżyłowane motywy pokroju “skórki od banana”. Oto Spinal Tap to dla mnie prawdziwe odkrycie, albowiem nigdy, przenigdy nie interesowała mnie tematyka muzyczna w filmach. A obraz Roba Reinera to niemal żelazny tytuł dla fanów mocnych brzmień, kultowy w niektórych kręgach. Czym Oto Spinal Tap mnie zachwycił?

Spinal Tap to brytyjska, niby fikcyjna kapela rockowa, która przyjeżdża do Ameryki na serię koncertów. Wykorzystuje to młody reżyser – Martin DiBergi (w tej roli Rob Reiner:)) - i oferuje pokręconym muzykom zagranie głównej roli w jego dokumencie. Generalnie gość zmusza zespół to wyspowiadania się. Liderzy grupy karmią go ciekawymi anegdotami z życia. Humor w filmie opiera się nie tylko na relacjach reżyser-kapela, ale również (co jest chyba najmocniejszą stroną produkcji) ukazaniu pozakulisowych realiów.
Nic mnie tak nie bawi jak inteligentna zabawa z widzem, który musi wychwycić pewne fabularne smaczki. Niech za przykład robi scena z doborem odpowiedniej okładki pod nowo wydany album zatytułowany “Smell the glove”. Miłośnicy ostrej gatunkowo muzyki z miejsca zrozumieją seksistowskie zapędy zespołu (a raczej ich brak wiedzy:)). Inni doszukają się idiotycznych zagrywek producentów, którzy dla lepszej sprzedaży gotowi są zmienić design okładki w sposób nie tyle drastyczny co niewyszukany. Zresztą takich odwołań jest o wiele więcej. Jedynie maniacy dostrzegą moc wzmacniacza gitarowego wynikającą z 11-skalowej podziałki. A co z solówkami podczas koncertów? Bach się chowa.

Oto Spinal Tap to jedna z najlepszych komedii wszechczasów, symbol dobrej, inteligentnej zabawy. Nie ma w nim gagów przyprawiających o ból głowy i portfela. Dochodzi do tego czaderska oprawa muzyczna, solidne aktorstwo (chłopaki naprawdę wczuli się w role!) i dokumentalny styl, tak fajnie podkreślający realizm wydarzeń na ekranie. Zresztą, co ja będę słodził – Spinal Tap doczekał się gościnnego występu w Simpsonach. Kto ogląda przygody Homera i jego rodziny ten na pewno na owy zespół trafił.

Z ciekawostek:
Harry Shearer z ST jest jedną z głównych osób z obsady Simpsonów
Z komedii muzycznych pamiętam School of Rock i Tenacious D, ale to drugie najlepiej się ogląda, gdy zna się ich krótki serial z HBO i pierwszy album.
Ona jeszcze Blues Brothers i O Lucky Man (nie znasz? obejrzyj).
Z samych muzycznych jeszcze znam Tommy, Quadrophenia, The Kids Are Alright, The Doors i The Wall.
I nie zapominajmy o filmach Beatlesów
The Doors i The Wall oczywiście widziałem, ale regularność z jaką telewizja puszcza Dirty Dancing skutecznie odstrasza mnie do dalszych eksperymentów:) School of Rock średnio mi się podobało – za bardzo familijny klimat:)
Ale nic co z tego podałem to nie żadne romanse, nie bój sie i próbuj, jak co to na pikniku mnie walniesz w łeb